Wiadomości

Pozwy przeciwko Google za przechwytywanie danych z Wi-Fi

7 czerwca 2010 09:36,
IDG News Service, ants

Od momentu, w którym koncern Google oficjalnie przyznał, że przypadkowo przechwytywał poufne dane z prywatnych, niezabezpieczonych sieci Wi-Fi, minął już blisko miesiąc. W tym czasie do amerykańskich sądów trafiło już co najmniej sześć pozwów przeciwko firmie (w każdym przypadku powodowie domagają się uznania pozwów za roszczenia zbiorowe).

Pierwszy z nich został złożony 17. maja przez Vicki Van Valin oraz Neila Mertza - później dosłownie co kilka dni do sądów trafiały kolejne (m.in. po dwa w Kalifornii oraz Waszyngtonie). W większości przypadków ich autorami były osoby prywatne - ale jeden złożony został przez firmę Galaxy Internet Services (dostawcę usług internetowych z Florydy).

W pozwach koncernowi Google zarzuca się, że złamał obowiązujące w USA przepisy dotyczące podsłuchów i przechwytywania komunikacji elektronicznej (poprzez przechwytywanie danych wysyłanych przez prywatne sieci bezprzewodowe). Przypomnijmy: przedstawiciele Google przyznali, że samochody pracujące na potrzeby usługi Street View (tzn. fotografujące ulice miast) przypadkowo rejestrowały nie tylko podstawowe dane statystyczne nt. wykrywanych po drodze sieci Wi-Fi, ale także informacje przesyłane za pośrednictwem owych sieci (o ile nie były zabezpieczone przed nieautoryzowanym dostępem).

Autorzy pozwów sądzą, że Google dopuścił się wobec nich nieautoryzowanego przechwycenia poufnych informacji - Jeffrey Colman z Waszyngtonu twierdzi na przykład, że wykorzystywał swoją otwartą sieć Wi-Fi m.in. do bankowości online, zakupów w sklepach internetowych oraz korespondencji. Colman zaznaczył w pozwie, że jest przekonany, iż koncern naruszył jego prywatność - napisał, że kilkakrotnie widział w pobliżu swojego domu charakterystyczne auto projektu Street View.

Warto przypomnieć, że samochody Google faktycznie miały za zadanie gromadzić pewne informacje o mijanych sieciach Wi-Fi - m.in. adresy Mac, nazwy sieci itp. (dane te miały poprawić skuteczność działania geolokalizacyjnych usług firmy). Problem polega na tym, że wskutek błędu programistycznego (to oficjalne wyjaśnienie koncernu) samochody zbierały dużo więcej informacji - w tym próbki danych przesyłanych przez owe sieci. Google przez wiele miesięcy zaprzeczał, by coś takiego było możliwe - ale trzy tygodnie temu oficjalnie przyznał się do przechwytywania prywatnych informacji.

Dochodzenia w tej sprawie wszczęły już rządy kilku państw - m.in. Kanady, Francji oraz Niemiec (sprawą zainteresowała się również amerykańska Federalna Komisja Handlu).

Google przyznaje się do błędu

Google obiecał już, że przekaże europejskim rządom wszystkie zgromadzone nielegalnie dane (do celów analitycznych - chodzi m.in. o sprawdzenie, czy faktycznie doszło do naruszenia czyjejś prywatności). Koncern zobowiązał się również do przeprowadzenia szczegółowego postępowania wyjaśniającego sprawę.

Do błędu przyznał się wprost nawet sam szef Google, Eric Schmidt, który oświadczył: "Schrzaniliśmy tę sprawę, co do tego nie ma wątpliwości". Warto dodać, że jeszcze niedawno Schmidt lekceważył wpadkę Google'a - na pytania o naruszenia prywatności odpowiadał: "Jakie naruszenia? Kto został poszkodowany? Proszę mi wskazać tę osobę…".

"Nie dziwi mnie szczególnie rosnąca liczba tych pozwów - bo przecież mówimy tu o naprawdę poważnym naruszeniu prywatności. Ludzie być może są naiwni i niewiele znają się na technologii - ale gdy surfują po Sieci w domowym zaciszu, to mają nadzieję, że nikt nie podgląda tego, co robią w Internecie" - komentuje John Simpson, z organizacji konsumenckiej Consumer Watchdog.

Przedstawiciele Google na razie nie komentują tych doniesień.
Oryginalny tekst został opublikowany na www.computerworld.pl
Ocena:
Twoja ocena:

Komentarze (5)

lee

08-06-2010 09:08

Ja bym się bardziej zastanawiał, czy odbieranie czegoś co idzie w świat i nie jest zaszyfrowane czymkolwiek jest przestępstwem. Osoby, które nie zabezpieczają swojej sieci powinny mieć pretensje raczej do samych siebie. To tak jakbym na głos powiedział jaki mam login i hasło do swojego banku a potem oskarżył słuchacza, że raczył to usłyszeć. To z bezmyślnością i brakiem odrobiny chociaż wyobraźni powinno się walczyć - i koniecznie edukować!

~Gość

07-06-2010 20:46

z kolei patrząc z jeszcze innej strony codziennie słysze dziesiątki prywatnych rozmów w metrze - też przechwytuje transmisje między dwoma osobami....nie specjalnie ale to dlatego ze nie jest ona zabezpieczona:)

~Gość

07-06-2010 20:45

chociaż fakt przechwytywanie transmisji w tym wtypadku to przestepstwo - co innego włączyc sie do sieci a co innego przechwytywac transmisje bo to nie nadawanie jak w przypadku radio i tv

~North

07-06-2010 16:45

Niefrasobliwość użytkowników nie ma w tej sprawie żadnego znaczenia. Google nie powinien zbierać próbek transmisji. Kropka. Zrobił to i dlatego ma problemy.

~nick

07-06-2010 16:18

Jak można nie zabezpieczać sieci WiFi i jeszcze korzystać z bankowości?! Trudno tego "coś" nazwać rozumnym, myślącym człowiekiem. Właściwie można to określić wyłącznie mocnymi inwektywami i sam się ocenzuruję.

Polecane

Przełomowy rok... znowu

Lektura firmowych informacji prasowych i prognoz firm analitycznych nie pozostawia wątpliwości - każdego roku...


Spokój i luz administratora

Wymagania wobec pracowników działów IT rosną proporcjonalnie do stopnia rozwoju teleinformatyki. Oczekuje się, że...


04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12
tel.: (+48 22) 321 78 00 fax: (+48 22) 321 78 88
© copyright 2011 IDG Poland SA