Wiadomości
Chromebook i chmura - cała prawda
TAGI:
chromeos, chromebook
Czy koncepcja netebooka opartego w 100% na chmurze odniesie sukces?
Ostatnimi czasy kiedy Google mówi, wszyscy chętnie słuchają. Ostatnio można było posłuchać o premierze długo oczekiwanej platformy Chromebook.
Polecamy: Pierwsze spojrzenie na Chrome OS
Cóż to takiego? Najprościej mówiąc netbook, składający się z przeglądarki, który dla dostępu do plików i aplikacji porzebuje dostępu do usług świadczonych w chmurze.
Jego cena nie jest specjalnie porywająca. Ma on kosztować od 350 do 450 USD jeśli kupimy go od Acera bądź Samsunga, bądź 28 USD jeśli wynajmiemy go od Google (po trzech latach przejdzie na naszą własność).
Cóż, za podobne pieniądze można mieć, może nie najwyższych lotów, ale jednak w pełni funkcjonalnego laptopa czy netbooka np. na Windows 7, który prócz przeglądarki internetowej będzie miał lokalny dysk (nikt nie broni skorzystać też z dodatkowego "w chmurze") czy też normalne, lokalnie uruchamiane aplikacje.
Oczywiście Google (a w ślad za nim prasa) promuje Chromebooka jako "urzadzenie chmury", czyli coś w rodzaju klienta dla usług nowej ery z ograniczoną funkcjonalnością w trybie "offline" jako coś naturalnego. Wydaje się jednak, że uzależnienie tego urządzenia od połączenia internetowego dla dostępu do danych, edycji dokumentów itp. jest raczej słabością tego rozwiązania niż mocną stroną.
Przetwarzanie w chmurze jest oczywiście powiewem nowości. Możemy jednak przecież z powodzeniem używać usług tego typu jeśli potrzebujemy platformy do udostepniania czy przechowywania danych czy wydajnych aplikacji bez konieczności instalowania ich i udostępniania na własnych serwerach. Istotna różnica polaga na tym, że wówczas możemy korzystać z usług tego typu (ale nikt nas do tego nie zmusza), a w przypadku Chromebooka jesteśmy na nie skazani. Dlaczego mielibyśmy odbierać sobie możliwość wyboru?
Chromebooki mogą mieć się do laptopów tak jak Google TV ma się do telewizji kablowej - są ciekawym pomysłem, ale niekoniecznie przemyślanym pod kątem zastosowania w realnym swiecie. Wydaje się, że innowacyjna natura Chromebooka nie przysłania jego ograniczeń i trudno będzie odnieść mu wielki sukces, przynajmniej w ciągu najbliższych kilku lat. To nie jest krok do chmury, a raczej krok do specyficznego jej wykorzystania. I to jest bolesna prawda.
Artykuł powstał na podstawie bloga Davida Lithicum - publicysty Infoworlda.
Polecamy: Pierwsze spojrzenie na Chrome OS
Cóż to takiego? Najprościej mówiąc netbook, składający się z przeglądarki, który dla dostępu do plików i aplikacji porzebuje dostępu do usług świadczonych w chmurze.
Jego cena nie jest specjalnie porywająca. Ma on kosztować od 350 do 450 USD jeśli kupimy go od Acera bądź Samsunga, bądź 28 USD jeśli wynajmiemy go od Google (po trzech latach przejdzie na naszą własność).
Cóż, za podobne pieniądze można mieć, może nie najwyższych lotów, ale jednak w pełni funkcjonalnego laptopa czy netbooka np. na Windows 7, który prócz przeglądarki internetowej będzie miał lokalny dysk (nikt nie broni skorzystać też z dodatkowego "w chmurze") czy też normalne, lokalnie uruchamiane aplikacje.
Oczywiście Google (a w ślad za nim prasa) promuje Chromebooka jako "urzadzenie chmury", czyli coś w rodzaju klienta dla usług nowej ery z ograniczoną funkcjonalnością w trybie "offline" jako coś naturalnego. Wydaje się jednak, że uzależnienie tego urządzenia od połączenia internetowego dla dostępu do danych, edycji dokumentów itp. jest raczej słabością tego rozwiązania niż mocną stroną.
Przetwarzanie w chmurze jest oczywiście powiewem nowości. Możemy jednak przecież z powodzeniem używać usług tego typu jeśli potrzebujemy platformy do udostepniania czy przechowywania danych czy wydajnych aplikacji bez konieczności instalowania ich i udostępniania na własnych serwerach. Istotna różnica polaga na tym, że wówczas możemy korzystać z usług tego typu (ale nikt nas do tego nie zmusza), a w przypadku Chromebooka jesteśmy na nie skazani. Dlaczego mielibyśmy odbierać sobie możliwość wyboru?
Chromebooki mogą mieć się do laptopów tak jak Google TV ma się do telewizji kablowej - są ciekawym pomysłem, ale niekoniecznie przemyślanym pod kątem zastosowania w realnym swiecie. Wydaje się, że innowacyjna natura Chromebooka nie przysłania jego ograniczeń i trudno będzie odnieść mu wielki sukces, przynajmniej w ciągu najbliższych kilku lat. To nie jest krok do chmury, a raczej krok do specyficznego jej wykorzystania. I to jest bolesna prawda.
Artykuł powstał na podstawie bloga Davida Lithicum - publicysty Infoworlda.
Komentarze (0)
- Prawo Moore’a zagrożone?
- Bezpieczeństwo WiFi - bezprzewodowe testy penetracyjne
- Wirtualizacja: obsługa SMB na czterech U
- Prawdziwe powody powstania Microsoft Open Technologies
- Open source: zmierzch ery GPL? Nie do końca...
- ROVER - prosty sposób na słabość BGP?
- Zaawansowane stacje Wi-Fi Ruckus Wireless
- Rozstanie z Javą nie będzie proste
- Google Drive uwypukla słabe strony publicznych chmur obliczeniowych
- Serwery "zombie" w centrum danych
Reklama
Huawei celuje w rynek biznesowy
Huawei nieustannie rozwija się jako dostawca infrastruktury dla branży telekomunikacyjnej. W tym roku chiński koncern zamierza umocnić swoją pozycję również na rynku rozwiązań Enterprise.
Polecane
Koniec Windows XP początkiem problemów?
Microsoft oficjalnie potwierdził, że za dwa lata definitywnie zakończy się era Windows XP - systemu operacyjnego,...
Spokój i luz administratora
Wymagania wobec pracowników działów IT rosną proporcjonalnie do stopnia rozwoju teleinformatyki. Oczekuje się, że...
